STABILIZACJA Donosiciele kruchości reż. Anny Piotrowskiej to gościnny - drugi w sezonie - spektakl teatru Rozbark (pierwszy „Late Lovers of Moon Snow”). Odbył się 24 czerwca 2026 r. w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie i został poprzedzony warsztatami z artystami tego widowiska.
Inspiracją do stworzenia spektaklu była twórczość Tadeusza Różewicza oraz Sławomira Mrożka. Kolejno: „Świadkowie, albo nasza mała stabilizacja” to książka ukazująca życie człowieka żyjącego w wygodzie i przeciętności, zajmującego się rzeczami błahymi, mało istotnymi i świadczącymi o duchowej bierności. Różewicz krytykuje tryb życia w takiej formie oraz system wartości Polaków po wojnie. Z kolei Mrożek w „Donosach” stosuje satyrę na totalitarny system i związane z nim donosicielstwo. Donosy w okresie powojennym miały wieloraki charakter. Donoszono politycznie (zgłaszanie osób podejrzanych o działalność antykomunistyczną), z pobudek osobistych (zemsta na sąsiadach, korzyści materialne), donos wymuszany dotyczył szantażu informatorów zmuszanych do współpracy przez aparat bezpieczeństwa. Połączenie obu tych tekstów kultury opiera się na ujęciu donosicielstwa w kontekście współczesnej rzeczywistości cyfrowej, w której człowiek właściwie donosi sam na siebie publikując fragmenty swojego życia w mediach społecznościowych. Owa „mała stabilizacja” to rodzaj wygody obserwacji życia z dystansu -przez media społecznościowe. W dobie istnienia sztucznej inteligencji, algorytmów, człowiek stał się wyalienowany z życia. Tytułowy „donosiciel kruchości” to człowiek czujący, wrażliwy, głodny relacji a zarazem wystawiony na zagrożenie kontroli ze strony scyfryzowanej rzeczywistości, w której nic nie ginie.
Spektakl ma strukturę kolażową, dynamicznie zmieniającą się wewnętrznie -energetycznie. Anna Piotrowska to reżyserka, która bawi się znaczeniem, formą, mediami, scenografią wykraczając poza ramy rzeczywistości. W spektaklu -zarówno tym jak i poprzednim – jest dużo powietrza, które wpuszcza swoboda ale i konsekwencja twórcza. Spektakl ten różni się od poprzedniego proporcją aktorstwa w stosunku do partii tanecznych. Tym razem doszło do eksploracji tekstu z ciałem -badania wzajemnej interakcji między nimi. W efekcie została stworzona surrealistyczna rzeczywistość naznaczona absurdem, który tkwi w kompulsywnym używaniu słów związanych z życiem codziennym w ludzkiej małej stabilizacji. W czterech ścianach rozgrywają się dramy małżeńskie, dialogi zautomatyzowane i pozbawione głębi -gry słowne współgrają z ruchem naśladowczym i przerysowanym. Tymczasem, niczym w równoległej, a jednak tej samej rzeczywistości, egzystuje sztuczna inteligencja, której reprezentacją są trzy postaci. Poruszają się one robotycznie przez większość spektaklu będąc wyrazem zdehumanizowanej ludzkości. Model cielesności -mechaniczny -jest przeciwieństwem flow -przepływu w ciele świadczącego o życiu.
Relacja pomiędzy stabilizacją a kruchością to centralny problem. Człowiek-automat posiada dużo napięcia, jest odłączony od przeżywania i skupiony na błahych codziennych sprawach, a zatem wypłukany jest z duchowości. Kwestia ta, jest wyłożona w myśli Ericha Fromma w „Patologii normalności”, traktującej o wyalienowanym człowieku - z własnego odczuwania, języka i myślenia, który z tego powodu zaczyna chorować psychicznie. Fromm stwierdził, że jeśli nie istnieje związek naszego rozumu i procesów myślowych z tym, o czym myślimy -pozostaje jedynie manipulacja pojęciami na płytkim poziomie (brak wnikliwości): „.. jeśli nie jesteśmy czymś zainteresowani, z naszych procesów myślowych pozostaje jedynie inteligencja. Przez inteligencję rozumiem zdolność manipulowania pojęciami, nie zaś dotarcie do istoty rzeczy, a więc raczej manipulowanie niż rozumienie. Tę zdolność rozumienia można nazwać rozumem, w odróżnieniu od inteligencji”[1]. Udział rozumu jest wtedy, gdy naprawdę jesteśmy w coś zaangażowani i związani z tym, o czym myślimy. Stąd można wysnuć konkluzję, że sztuczna inteligencja nie posiada rozumu. Ten wytwór posiada jedynie zdolność manipulacji i zarządzania informacjami w bazie. Nie jest realnie zaangażowana i wnikliwa, a człowiek zaczyna się do niej upodabniać przez swoją zgodę na izolację od realnego świata na rzecz pośredniczenia w nim w mediach społecznościowych. Nie oznacza to tym samym, że nie jest możliwe rozumne korzystanie z tego medium. Aby dokonało się zdrowe pośrednictwo człowiek musiałby przestać na siebie donosić i mieć w pierwszej kolejności kontakt ze sobą jako żywą istotą. Słowo „wirtualny” oznacza ‘stworzony we własnym umyśle’- w tym sensie można powiedzieć o człowieku, który uległ cyfryzacji (nie zaś z niej świadomie korzysta), że jest więźniem własnego umysłu oraz tego o charakterze kolektywnym.
Spektakl w mojej opinii, jest wyrazicielem tej myśli i ukazuje proces już głęboko posuniętej alienacji. Kruchość człowieka tkwi w traktowaniu samego siebie abstrakcyjnie – bez odwagi dotknięcia rzeczywistości bez cyfrowego pośrednika (np. telefonu) oraz ograniczaniu pola swojego funkcjonowania do codzienności. Jeśli alienacja jest procesem odłączenia od własnych zasobów ludzkich i możliwości, to niech będzie ona obecna jako forma niezbędnego dystansu do cyfrowego świata -może wtedy wyalienowany człowiek stanie się człowiekiem zdrowym?
[1] E. Fromm -Patologia normalności, wyd. vis-a-vis etiuda, przeł. S. Baranowski, R. Palusiński, Kraków 2019, s. 67.
