Wracamy wspomnieniami do maja i Wieczoru Dyplomowego – Adeptów Olsztyńskiego Teatru Tańca. Zapraszamy do lektury recenzji wydarzenia, w której autorka dzieli się swoimi obserwacjami i refleksjami na temat prezentowanych choreografii, spotkania autorskiego z Anną Królicą oraz roli edukacji w rozwoju młodych artystów.
20 maja 2026 roku w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie odbył się Wieczór dyplomowy poświęcony dyplomantom choreografii Instytutu Choreografii i Technik Tańca Akademii Muzycznej w Łodzi im. Grażyny i Kiejstuta Bacewiczów oraz uczniom Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Janiny Jarzynówny-Sobczak w Gdańsku. Wydarzenie skupiało młodych twórców wkraczających na ścieżkę zawodowej działalności artystycznej. Wśród debiutujących choreografek znalazła się m. in. Maja Gajzmer – tancerka Olsztyńskiego Teatru Tańca.
Wieczór był szczególny, ponieważ prezentował nie tylko twórczość Olsztyńskiego Teatru Tańca, ale również etiudy baletowe w technice tańca współczesnego z wyżej wspomnianej Gdańskiej szkoły baletowej. Różnorodność w stylach choreograficznych była spora, dlatego wieczór umożliwiał zapoznanie się z szerokim zakresem języków ruchu i środkami wyrazu. Dodatkowym atutem była obecność Anny Królicy, która prowadziła wieczór nieustannie czyniąc wartościowy komentarz na temat prezentowanych etiud. Wieczór podzielony został na trzy części, środkowa została poświęcona pracy Anny Królicy pt. Ciało i pamięć w teatrach Tadeusza Kantora oraz Piny Bausch (wyd. UAM, Poznań 2025). Wykład na temat tak zatytułowanej książki dotyczył ujęcia ciała w teatrze jako magazynu wspomnień. Wystąpienie to oraz możliwość nabycia książki w trakcie trwania wieczoru tworzy kompleksowe wydarzenie artystyczne mające funkcję nie tylko prezentującą twórczość, ale i edukacyjną w tym zakresie. W moim odczuciu, jako studentki tańca i choreografii - był to wieczór niezwykle namacalny i rozwijający intelektualnie. Przytoczę tu sparafrazowane słowa znanego powszechnie geniusza Michała Anioła Buonarrotiego : „Maluje się mózgiem, nie rękami - umysł sądzi, ręce pracują” - ta maksyma dotyczy malarstwa, jednak czyniąc analogię na gruncie tańca można powiedzieć, że edukacja teoretyczna i praca koncepcyjna umożliwia rozumne posługiwanie się ciałem. Dlatego wiedza i rozwój intelektualny jest tak ważny w rozwoju artysty.
W programie znalazło się łącznie siedem pokazów, które poniżej opiszę i podzielę się moim odbiorem dokonując próby analizy zastosowanych środków wyrazu sceniczno-cielesnego oraz interpretacjami pojawiającymi się w trakcie oglądania oraz po upływie czasu od ich zobaczenia.
„Nie do przełknięcia” to choreografia autorstwa Małgorzaty Daroch, która eksploruje temat granic na gruncie cielesnym. Czego jest za dużo i jak ciało somatycznie o tym informuje? Są rzeczy nie do przełknięcia i nie jest to zatrucie pokarmowe czy inna odrażająca rzecz (obiekt). Mogą być to czyjeś słowa, poglądy, zachowanie (kwestia norm społecznych), własne problemy albo trudna sytuacja. Ciało natomiast jest reaktywne i przekonamy się, że na wyżej wymienione psychologicznie nieakceptowalne rzeczy możemy zareagować czysto fizjologicznie (body-mind connection). Kartezjański dualizm umysł-ciało zostaje skutecznie obalony, właśnie dlatego, że doświadczenie ludzkie ukazuje coś zupełnie innego. Ciało jest odbiorcą myśli, przeżyć i stosunku poznawczego jednostki do świata, a choreografia „Nie do przełknięcia” ukazuje ciała próbujące przełknąć to, co właściwie nie przejdzie wcale albo tylko trochę. Środkiem wyrazu stają się opracowane motorycznie fizjologiczne odruchy przełożone na język ruchu. Kostium (body) ma za zadanie eksponować ciało, aby jego język był bardziej widoczny. Zabiegi choreograficzne, jakie można dostrzec to repetycja - powrót do głównego kroku będącego niczym refren w piosence co jakiś czas po ukazaniu „prób przełykania”. Wykonanie techniczne przez tancerki było znakomite, gdyż widoczne były podwaliny z tańca klasycznego.
Kolejno - zostały zaprezentowane trzy etiudy solowe: I asked The Moon To Come Artura Grabarczyka, III wariacja Cieni z baletu „Bajadera” Mariusa Petipy w przygotowaniu Aleksandry Goździk oraz Insomnia Artura Grabarczyka. Dwa peryferyjne pokazy właściwie łączą się ze sobą tematycznie, ponieważ w moim odczuciu eksplorują sen, stan niecodzienny poza świadomością. Mają obrazową formę i przy użyciu techniki tańca współczesnego ukazują ludzkie trudności i marzenie senne. Tytułowa Insomnia to jednostka chorobowa oznaczająca bezsenność. Trudności z zasypianiem są nierzadko przypadłością geniuszy, artystów poetów, malarzy i innych twórców. Gorzej, jak cierpi na to tancerz - wówczas jest to bardzo poważna sprawa. Tancerka wykonująca solo miała na sobie kostium przypominający damską koszulę nocną. Przemieszczając się po scenie wyglądała, jakby walczyła o sen i poszukiwała środka zaradczego. Przyznam, że akurat to wykonanie pod względem tanecznym nie wgniotło mnie w fotel, dlatego że poza dobrą techniką nie mogłam dostrzec ekspresyjności i narracyjności na poziomie samego ciała (narracyjność zawierała choreografia). Jeśli celem choreografii jest eksploracja formy to niech będzie to forma bardzo sprecyzowana i dopracowana tak, by móc czerpać przyjemność estetyczną. Natomiast tworzenie solowej narracji wydaje mi się być podporządkowane ekspresyjności nadbudowanej nad techniką. Konkretyzacja doboru środków wyrazu i kierunku tworzenia choreografii zdaje się być bardzo ważna.
Szlachetną przyprawą stała się Wariacja z Bajadery, gdzie młoda tancerka zaprezentowała kunszt techniczny z tańca klasycznego odsłaniając wytworną postać na pointach. Bajadera to balet stworzony przez Mariusa Petipę - wybitnego tancerza i choreografa (1818-1910) urodzonego w Marsylii. Wychowany w tradycji francuskiej czerpał również z włoskiej tradycji baletowej. Ten mistrz synkretyzmu potrafił zestawiać adagio francuskie z włoskim allegro. Uznawany jest za przedstawiciela szkoły baletu rosyjskiego. Wykształcił w Petersburskiej szkole m.in. Wacława Niżyńskiego. Jego wpływ na rozwój tańca klasycznego jest ogromny - w jego dorobku choreograficznym znajdują się około 22 balety w tym Bajadera (1877). Bajdera to hinduska baśń o miłości przekraczającej śmierć. Wariacja zaprezentowana przez tancerkę ze szkoły baletowej w Gdańsku pochodziła ze sceny pt. Królestwo Cieni – fenomenu spuścizny baletowej.
W drugiej części wieczoru zaprezentowała się Anna Królica – adiunktka w Katedrze Teatru i Sztuki Mediów UAM w Poznaniu - autorka wielu książek z zakresu tańca. Ciało i Pamięć w teatrach Tadeusza Kantora oraz Piny Bausch to jedna z nich. Książka dotyczy syntezy dwóch teatrów posługujących się podobnymi środkami wyrazu. Obecne w obu teatrach są zagadnienia śmierci i pamięci. Interesująco i porywająco została napisana ta książka zestawiając temat teatru tańca i teatru dramatycznego. Po spotkaniu autorskim został zaprezentowany Ekstrakt spektaklu pt. Cień h.art Company choreografii Artura Grabarczyka. Przyznam, że był to dotychczas najbardziej porywający mnie dramaturgicznie pokaz, gdzie minimalne środki wyrazu miały ogromną siłę rażenia. Zastosowanie świateł pełniło szczególną rolę w oddaniu tematu, kostium nie był w tym przypadku eksplorowany, dopełniał ogólny wyraz artystyczny – i dobrze, ponieważ nie zwracając na siebie nadmiernej uwagi pozwolił na skoncentrowaniu się na przebiegu akcji.
Na trzecią cześć składały się dwa pokazy. Wariacje 1-21 reżyserii i choreografii Anny Wytych - Wierzgacz we współpracy z Witoldem Jurewiczem były oparte na dużej eksploracji kostiumu. Tancerze mieli na sobie salonowe i balowe stroje w nieco (a nawet bardzo) groteskowym wydaniu. Struktura choreograficzna zmieniała się dynamicznie w aspekcie czasoprzestrzennym, ale i na poziomie ciała. Moją uwagę zwróciły dwa zabiegi choreograficzne, które właściwie przekroczyły świat przedstawiony nadając mu obrazowy ton psychologiczny. Opiszę akcję, by przedstawić zastosowane zabiegi. Jedna z postaci (mężczyzna) zdejmuje z siebie kostium zostając w bieliźnie. Wykonuje solową partię, a pozostała część osób znajduje się po drugiej stronie będąc być może formą projekcji jego przeżyć wewnętrznych (myśli, uczuć, narracji). Następnie pozostali rozbierają się oprócz jednej postaci stając się na zasadzie inwersji - jej projekcją. Zabiegi te wydały mi się na tyle intrygujące, że chciałabym więcej napisać o nasuwających się w związku z tym własnych interpretacjach. Pierwszym nasuwającym się odczytaniem fragmentu solowego może być temat buntu - chęci wyłamania się z krępującej konwencji społecznej. Postać buntownika przeciera szlaki, którymi inni mogą podążać, a zatem zyskać odwagę działania. Druga sytuacja (postać pozostająca w kostiumie) ukazuje człowieka trwającego przy swoim wyborze (forma nonkonformizmu), albo zwyczajnie - silny lęk, którego nawet grupowe działanie nie jest w stanie przezwyciężyć. Drugi odczyt jest już nieco innego rodzaju. Wspomniana przeze mnie uprzednio projekcja znajduje tu swój wydźwięk. Przenosimy się w tym przypadku do stricte życia psychicznego człowieka, które jest opowiedziane ciałem w sposób metaforyczny. Akcja rozgrywa się w głowie postaci opisując proces psychologiczny dwóch sprzecznych sił jak: pragnienie wyzwolenia i bezpieczeństwa. O tym paradoksie pisał Erich Fromm (1900-1980) - niemiecki filozof i psycholog w Ucieczka od wolności, gdzie człowiek walczy z własnym lękiem zarazem pragnąc wolności. Wolność zawiera w sobie samotność, odpowiedzialność, decyzyjność i brak bezpieczeństwa rozumianego jako możliwość oparcia się o to, co znane. Jeśli człowiek nie wie co zrobić ze swoją wolnością - boi się jej oddając w ręce innych.
Ostatnim pokazem tego wieczoru była choreografia pt. „Będę” będąca pracą dyplomową Mai Gajzmer. Projekt tancerki został zrealizowany w duchu teatru tańca, a więc pokaz nie był standardową kalkulacją, kompozycją kroków i ruchów technicznych. Ten mini-spektakl to układ i relacja żywych ciał w technice tańca współczesnego, gdzie poruszony został temat stawania się, ewolucji człowieka i konceptu „wewnętrznego dziecka”. Jeden z zabiegów choreograficzno-dramaturgicznych przedstawiał obraz zmian tożsamości zależnie od oczekiwań otoczenia społecznego w trybie przyśpieszonego czasu, co oglądało się i przeżywało znakomicie. Opieka promotora przy realizacji takiego projektu dyplomowego jest bardzo ważna, ponieważ osoba towarzysząca wraz ze swoim doświadczeniem posiada perspektywę zewnętrznego obserwatora na tle obszernej wiedzy. Pozwala to prowadzić bardziej świadomy proces twórczy własnego dzieła i finalizować go w zupełnie innej jakości niż dotychczas. Doświadczenie takiej pracy pozwala na wykształcenie wysokiego stopnia samodzielności w doborze nowych środków i rozwiązań. Praca Mai Gajzmer podejmowała bardzo ważny temat z perspektywy nie tylko życia człowieka ale i artystów, którzy jak wiemy - czerpiąc z własnej jaźni dziecka - tworzą najbardziej kreatywne i nieszablonowe wytwory. Moc twórcza pochodzi przede wszystkim z tej części naszej osobowości, która nie została skażona tresurą społeczną i paradygmatem „wiecznego cierpienia” pochodzącego od osób sfrustrowanych, niespełnionych i tym samym ograniczających tych, którzy pragną tworzyć. Ponieważ droga człowieka polega na procesie osiągania pełnej niezależności i odkrywaniu własnej niepowtarzalnej drogi, wymaga ona buntu i niezgody w obliczu innych ludzi chcących stworzyć naszą tożsamość za nas. A więc kim „Będę”? Zawsze będę dzieckiem.
Wieczór był bardzo inspirującym wydarzeniem, a spędzenie trzech godzin w teatrze to poważne wylogowanie się z rzeczywistości.
